fbpx

Polska gospodarka przyjmuje ciosy, co to oznacza dla naszych oszczędności

Rok 2020 to – mówiąc delikatnie – rok zmian. Koronawirus zmienił nie tylko nasze postrzeganie bezpieczeństwa, ale również rzucił wyzwanie gospodarce. Po tzw. pierwszej fali zachorowań, z polskiego budżetu, który w tym roku miał być historycznie zbalansowany, wyszedł historycznie najwyższy deficyt. To tylko czubek góry lodowej, którą w świeżo opublikowanym raporcie przeanalizowali eksperci Grupy Cirrus Capital.

Raport zawiera zestawienie wydarzeń i informacji, które zdaniem autorów są przekrojowym spojrzeniem na sytuację rynku inwestycyjnego w Polsce od początku roku. Taki obszar nie jest przypadkowy, bo Grupa skupia się na inwestorach indywidualnych i właśnie dla nich przygotowała raport. Sprawdzamy, jakie wnioski możemy z niego wyciągnąć.

Dwa kwartały gospodarczej zapaści

Niespełna dwa kwartały kryzysu – tyle było trzeba, by wywrócić gospodarkę do góry nogami. Niespodziewana jeszcze na początku roku recesja, czy inflacja mocno wykraczająca poza zakładane widełki to wiadomości, które zainteresowani gospodarką czytają codziennie.

Stopy procentowe obniżone zostały do tego stopnia, że za trzymanie pieniędzy w banku trzeba praktycznie dopłacać – wg. raportu średnie oprocentowanie na lokatach bankowych w lipcu spadło o 0,8% – do 0,52%. Wbrew oczekiwaniom Rady Polityki Pieniężnej, niskie oprocentowanie wcale nie stymuluje inwestycji, ponieważ banki zachowawczo podwyższają wymagania i rewidują polityki kredytowe.

– Gospodarka nie pozostała obojętna na wyzwania, z którymi się dziś mierzymy, a echo podejmowanych dzisiaj decyzji będziemy słyszeć przez lata – mówi Adam Komorowski, prezes Grupy Cirrus Capital – W nadchodzącym czasie spodziewać się należy pogłębienia zjawisk, które obserwujemy od początku epidemii.

Punkty, w których gospodarka zaczyna się rozjeżdżać

W raporcie podkreślono zależności między kilkoma wskaźnikami, które do tej pory współgrały ze sobą, dzięki czemu przez ostatnie lata obserwować mogliśmy dynamiczny rozwój gospodarczy. Dzisiaj wskaźniki te rozjeżdżają się, przez co sytuacja może być dużo groźniejsza, niż na pierwszy rzut oka się wydaje.

– Dwie takie pary wskaźników wydają się nam szczególnie niepokojące. Po pierwsze, inflacja oraz średnia krajowa. Do tej pory wysoki wzrost cen można było tłumaczyć rosnącym wynagrodzeniem, dzięki czemu sumarycznie Polacy wychodzili na plus. Dzisiaj notujemy rekordy inflacji, tymczasem średnia krajowa w II kwartale zaczęła nurkować. Oznacza to, że ceny w sklepach wciąż będą rosły, ale nasze wynagrodzenia już nie – mówi Adam Komorowski.

Druga ze wspomnianych par wskaźników dotyczy nieruchomości, na których skupia się działalność Grupy Cirrus Capital. Jest to zestawienie średniej ceny za metr kwadratowy mieszkania do pensji. Obecnie na 60-metrowe mieszkanie przyjdzie nam pracować średnio 102 miesiące, czyli 8,5 roku… licząc, że odkładamy całą pensję. Wskaźnik ten przekroczył 100 pensji pierwszy raz od kryzysu mieszkaniowego w 2015 roku.

Nieruchomości – (nie)bezpieczna wyspa

Raport przytacza dane o obu segmentach rynku nieruchomości: mieszkaniowym i komercyjnym. Do niedawna nieruchomości były bezpieczną wyspą wśród aktywów dostępnych dla inwestorów w trakcie kryzysu. Czy teraz również będą bezpieczną lokatą oszczędności?

Mieszkania na pierwszy rzut oka wydają się być stabilną inwestycją. Niestety, wnikliwa analiza pokazuje, że jest to tylko fasada. Mimo, że ceny na portalach ogłoszeniowych spadają powoli, cena transakcyjna, czyli za ile rzeczywiście dochodzi do sprzedaży, spada coraz gwałtowniej. Dla przykładu, przy średniej cenie ofertowej w Warszawie na poziomie 11,34 tysiąca za metr w czerwcu, średnia cena transakcyjna wyniosła 9,71 tysięcy złotych. Przy 60-metrowym mieszkaniu oznacza to prawie 100 tysięcy złotych różnicy.

– Rozbieżność w cenie transakcyjnej i ofertowej na rynku mieszkaniowym to kolejny niechlubny rekord tego kryzysu i niepokojąca para wskaźników – komentuje Adam Komorowski i dodaje – W tym momencie realne wydają się prognozy, według których spadki sięgną nawet 15%. Jak zawsze, zachęcamy inwestorów do rozważenia drugiego segmentu nieruchomości, który został stworzony do zarabiania, czyli nieruchomości komercyjnych.

Wśród nieruchomości komercyjnych widzimy rozłam. Nieruchomości handlowe i hotelowe walczą o przetrwanie z lepszym bądź gorszym skutkiem. Nieruchomości magazynowe i o specjalnym przeznaczeniu (jak np. prywatne kliniki) stabilizują sektor. Co prawda, wiele firm rozważa mieszany model pracy po kryzysie, ale wieloletnie umowy dają także operatorom biur bezpieczeństwo. Magazyny z kolei korzystają na rosnącej popularności handlu internetowego, jednak ze względu na brak oferty skierowanej do inwestorów indywidualnych, ten segment nie został opisany w raporcie.

Najlepsza inwestycja na kryzys? Sprawdź dane i sam zdecyduj

Raport przygotowany przez Grupę Cirrus Capital powstał po to, by inwestorzy indywidualni mogli w prosty sposób i przekrojowo ocenić najpopularniejsze obecnie sposoby lokowania kapitału. Przeanalizowany został szereg segmentów, jak giełda, banki czy właśnie nieruchomości. Raport dostępny jest bezpłatnie na stronie internetowej.

Dodaj komentarz